A A A Drukuj Kanały RSS

Publiczna i żużel? Toż to mezalians!

2007/09/12 16:45
Publiczna i żużel? Toż to mezalians!

Czytając ubiegłotygodniowy numer "Tygodnika Żużlowego", natknęłam się na bardzo ciekawy (lub też "bardzo ciekawy", jak kto woli) wywiad z niejakim panem Robertem K., znanym chyba wszystkim Polakom jako ten, co "wychodził sobie medale". I jakkolwiek wspomniane medale mu zdecydowanie "wyszły", tak w głowę zachodzę, czy - zwłaszcza w świetle owego wywiadu - i teraz wszystko mu w życiu wychodzi.

  Otóż obecnie pan K. piastuje stanowisko istotne bardzo, albowiem zajmuje się sportem w najbardziej rozpowszechnionej telewizji w Polsce. "Cudownie", rzekłabym zapewne, "bo któż może lepiej się znać na sporcie i zaspokajaniu w tej kwestii potrzeb naszych rodaków niźli były sportowiec?" Niestety, nie rzeknę tak z prostej tej przyczyny, że o działaniach pana K. słyszałam co nieco i zapewnić mogę, iż nie były to wieści in plus dla naszego maestro od chodziarstwa. Do rzeczy jednak, do rzeczy.

 Wojenka podjazdowa pana K. z polskim środowiskiem żużlowym zaczęła się już jakiś czas temu, a pierwszą poważną "bitwą" było starcie z bydgoskim fanclubem. Otóż, napomknę tym, którzy o sytuacji jakimś - dziwnym bądź mniej - trafem nie słyszeli, kibice z jednej ze stolic Kujawsko-Pomorskiego uprzejmie i grzecznie wyrazili swe pragnienie, by telewizja publiczna w większym stopniu skupiła swą uwagę na sporcie żużlowym, który przecież ma ogromną rzeszę fanów w całej Polsce, nadto zaś jest dyscypliną widowiskową i medialną. Pan K. w równie miłym, uprzejmym et cetera tonie odpowiedział bydgoszczanom, a jego list otwarty do Fan Clubu Net zamieścił w jednym ze swych wydań wspomniany już "Tygodnik Żużlowy". W liście owym pan K. opisuje rzeczy tak fascynujące i niespotykane, jak - cytując - "zawody cyklu Grand Prix, które na bieżąco rentransmitowane były na antenie Canał +" (sic!), czy też "anteny emitowane drogą naziemną". Dość powiedzieć, że na temat tegoż listu podpytywałam kilku zagorzałych czytelników "TŻ"-ta i wszyscy chórem odpowiadali mi, że zrozumienie zawartych w nim treści zajęło im przynajmniej kwadrans. A dodać należy, że indagowaną grupę ludzi uważa się powszechnie za osoby inteligentne i błyskotliwe. Nie w tym jednak rzecz. Bardziej od wspomnianych dziwowisk zaciekawił mnie natomiast fragment, w którym pan K. oznajmia, że "żużel (...) nie jest tą dysypliną, która przyciąga przed odbiorniki telewizyjne masową publiczność, porównywalną choćby nawet z (...) lekką atletyką". A to ciekawostka. Obiło mi się onegdaj o uszy, że na prestiżowej polskiej imprezie lekkoatletycznej na trybunach zasiedli jedynie trenerzy i rodziny zawodników, zaś w telewizji miała ona oglądalność niższą niż serial obyczajowy trzeciej kategorii.  No, ale może ja zwyczajnie mam informacje nie o tych zawodach, co trzeba.

 Wystawiając zaś broń ciężkiego kalibru, można by powiedzieć, że ok, zgoda, może niektóre zawody lekkoatletyczne mają sporą oglądalność, jednak gdyby TVP promowała żużel, tak jak teraz promuje lekkoatletykę właśnie, to transmitowane przez ten kanał zawody miałyby oglądalność większa po trzy-czterokroć. Ale, jak wszyscy wiemy, "gdyby babcia miała wąsy..."

 I jakież było moje zdumienie, gdy okazało się, że tego właśnie, "gdybalskiego" argumentu chwycił się w niedawnym wywiadzie pan K. Redaktor Szymkowiak zadał bardzo trafne pytanie, za które ma u mnie - i pewnie u wielu innych żużlomaniaków również - ogromnego plusa. Spytał bowiem, czy na wielce szanownym panu K. zrobiła wrażenie publika na finale DPŚ, która była większa niż ta na meczach siatkówki czy piłki nożnej. Pan K. z właściwą sobie błyskotliwością zauważył, co następuje: "nie porównywałbym (...) żużlowców do siatkarzy, ponieważ nie mamy w Polsce hal sportowych, które pomieściłyby ponad dwadzieścia tysięcy kibiców". Mam pomysł - zbudujmy taką halę i sprawdźmy, czy frekwencja na trybunach byłaby stuprocentowa! Na serio zaś - cóż, czyżby faktycznie "tonący brzytwy się chwytał"? Ależ to normalne, zawsze najlepiej powiedzieć, że gdyby coś tam i coś tam, to coś tam i coś tam. Tylko, że z tego "cośtamowania" nie wypływa żaden wniosek ni morał. Zresztą, czytając wywiad z panem K. miałam nieodparte wrażenie, że plecie on trzy po trzy, byleby tylko zachować twarz. A mój śmiech politowania wzbudziło stwierdzenie - "Żużel (...) nie jest to dyscyplina masowa i taką pewnie nigdy nie będzie". Odważne słowa, nie przeczę, acz mijające się z prawdą.

 Albo też może ja mam mylne pojęcie o "dyscyplinie masowej"? Może panu K. chodziło o ilość ludzi uprawiających dany sport? No tak, żużlowców w naszym kraju jak na lekarstwo... Oczywiście, nie możemy się równać z taką, dajmy na to, piłką nożną, jednak nie ulega wątpliwości, że jak na obecne warunki i fakt, że rozwinięty speedway jest tylko w kilku krajach, to osiągnięcia są spore. Ale cóż, pan K. widać woli ich nie dostrzegać.

 W tym momencie musze zadać nieuniknione pytanie - skoro taki stosunek do żużla wykazuje osoba odpowiedzialna za sport w telewizji publicznej, to czy warto się pchać tam, gdzie nas nie chcą? Mieliśmy próbkę tvp-sportowskich transmisji przy okazji choćby MPPK, gdzie zawody rozpoczęto transmitować od dwunastego (sic!) biegu, bo wcześniej leciał "arcyważny" mecz tenisowy. Było też sławetne IMP, przy okazji którego przekonać się można było, że komentatorzy z TVP Sport mogliby swym głosem usypiać niemowlęta. Gdyby nie obecność Jarka Hampela w studio, to byłoby kiepsko. A pomyślmy, że może dojść do - absurdalnej bądź co bądź, lecz realnej - sytuacji, kiedy komentować dla nas będzie niezatapialny duet Szpakowski & Szaranowicz. Wyobrażacie to sobie? Bo ja nie... Nadto, nie ma co się łudzić, że wielce szanowny pan K. wpuści w "elytarne" progi kanału otwartego nasz kochany żużelek, a nawet nie wiadomo, czy będą "retransmisje na bieżąco", bo zawsze może wypaść trzecia liga australijskiego hokeja albo osiedlowy mityng lekkoatletyczny. Z całym szacunkiem.

 Kiedy pierwszy raz usłyszałam, że TVP bije się z Polsatem o prawa do transmitowania żużla, naprawdę się ucieszyłam. Ale teraz, gdy widzę, jak sobie to TVP wyobraża i jaką ignorancją w dziedzinie żużla wykazał się pan K., proszę, błagam i zaklinam - niech zdarzy się cud, ekstraliga zostanie w Polsacie, zaś inne polskie imprezy do niego wrócą. Bo inaczej czarno ja widzę nasz czarny sport w mediach.

Joanna Lunde
felieton pochodzi ze strony www.asy.yoyo.pl


Źródło: inf.własna
Wyświetleń: 3025
Stępniewski: Z Holtą dogadaliśmy się w pół godziny Następny »

rafal-bejtka Dodał/a: rafal-bejtka
Napisał/a 5668 artykułów
Aktualna ocena: 5
kliknij aby ocenić
 
Komentarze
speedwaykibic
speedwaykibic [210/538] 2007/09/12 17:09
Brawo!! Świetny felieton.
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.2

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Komentuj
Login:
E-mail: (opcjonalnie)
Kod z obrazka:
Oceń:
Polityka prywatności Regulamin Reklama Dołącz do nas Kanały rss Kontakt FAQ
Sport24.pl   2007-2012   Wszelkie prawa zastrzeżone
0.7010 -
Firma w holdingu PMPG