Przekręty czas zacząć

Felieton
Sport24.pl
No i wreszcie się zaczęło. Czas sparingów oraz przeróżnych turniejów indywidualnych o “czapkę śliwek” dobiegł końca i ruszyła najprawdziwsza w świecie liga. Inauguracyjne spotkania dostarczyły kibicom hektolitrów emocji, jednak niekoniecznie były to emocje związane z walką na torze. Niestety, tak to już w naszym kraju jest, że prywatny interes zawsze bierze górę nad jakimikolwiek wartościami.
W pierwszy ligowy weekend pogoda nas nie rozpieszczała, bo deszczyk kapał na tyle ostro, że odwołano spotkania w Gorzowie, Krośnie oraz Tarnowie. W “ojczyźnie” Janusza Kołodzieja opady ustały jednak dość szybko i nic nie stało na przeszkodzie, żeby w niedzielę rano rozpocząć prace na torze, które pozwoliłyby w ciągu kilku godzin doprowadzić go do stanu używalności. Działacze tarnowscy to jednak bardzo zabiegani i zapracowani ludzie (przecież nie bez powodu nie zgłosili oni “Koldiego” do krajowych eliminacji do SGP), więc ciągniki ruszyły na owal w Mościcach dopiero niedługo przed zaplanowanym rozpoczęciem pojedynku “Jaskółek” z Falubazem. Przez ten czas oczywiście nic się nie udało zrobić i sędzia postanowił odwołać mecz ze względu na opłakany stan nawierzchni. Trzystu przyjezdnych kibiców z “Zielonki” zostało więc nabitych w butelkę i musieli oni wracać przez całą Polskę, nie zaspakajając głodu speedway’a. Ba, fani “Motomyszy” wracali do domów wściekli, ponieważ nowy termin spotkania z “Jaskółkami” wyznaczono na czternastego kwietnia, a wtedy Falubaz nie będzie mógł skorzystać z usług Iversena, Lindgrena, Gjedde oraz Klindta. Unia w tym sezonie dysponuje dramatycznie słabym składem i każde zwycięstwo na swoim torze będzie dla niej nie lada wyczynem i dlatego mam naprawdę wielkie wątpliwości co do tego, że zbyt późne wypuszczenie ciągnika na tor w Mościcach nie było zaplanowane. El Prezeso Dowhan z Zielonej Góry ma interweniować w tej sprawie u “granatowych marynar”, więc na razie wstrzymam się z wydawaniem sądów ostatecznych, jednak nie ukrywam, że po raz kolejny “czystość” polskiego żużla została w moich oczach dość poważnie splamiona.
Nie samymi przekrętami człowiek żyje, dlatego warto wspomnieć też troszkę o tym, co działo się na torach. Mecz prawdy odbył się w Lesznie, gdzie “Byki” podejmowały “Lwy” z Częstochowy i rozprawiły się z nimi dość gładko (50:42). Mit potężnego Włókniarza z mistrzem świata w składzie został obalony, bo w Unii słabszy dzień mieli “KK” (7+1) oraz Troy Batchelor (1), a leszczynianie dominowali w pojedynku na tyle, że goście w pewnej chwili zmuszeni byli do sięgnięcia po jokera. Strasznie wolny był “Herbie” Hancock (7), na “komarku” śmigał Lee Richardson (1+1), a juniorzy spod Jasnej Góry praktycznie nie istnieli. W Unii błysnął natomiast Jurica Pavlic (9+3), “Kangur” Adams (11) za bardzo nie odstawał od “Terminatora” Pedersena (17 w 6) i nawet dwukrotnie go objechał, reszta pojechała swoje, więc wynik sam się wyklarował. Ba, mógł być jeszcze wyższy, gdyby nie spadek formy Leigh w końcówce i magiczne przebudzenie Seby Ułamka (11+3 w 6). No, ale gdybać to my sobie możemy, a fakt i tak jest taki, że “Byki” wygrały z “Lwami” aż ośmioma punktami i zrobiły pierwszy krok w drodze do obrony DMP. Mały, bo mały, ale wielu internetowych “napinaczy” niewątpliwie odpuści sobie teraz opowiadanie bajek o tym, że to Włókniarz ma skład na “majstra”, a Unia nie. Ja wiem, że to dopiero pierwsza kolejka, która zawsze rządzi się swoimi prawami i mam nadzieję, że częstochowianie przebudzą się i powalczą w tym sezonie o złoty medal. Ale mam też przeczucie, że forma Grega Hancocka w tym roku nie będzie już zbyt wysoka, i że “Lwy” uplasują się w tabeli co najwyżej na trzecim miejscu. Kibiców ze “Świętego Miasta” proszę jednak o zachowanie spokoju - u bukmacherów wygrywam naprawdę rzadko.
Trzeci (a właściwie pierwszy) faworyt do zdobycia DMP 2008 (Apator Toruń) rozgromił w niedzielę Stal Rzeszów (63:28) osłabioną brakiem Scotta Nichollsa, który porozbijał się na Wyspach. Patrząc jednak na postawę “Aniołów”, to trudno przypuszczać, żeby obecność tego walecznego “rajdera” była w stanie pokrzyżować im szyki. W ekipie z “Piernikowa” jechali wszyscy, a w drużynie “Żelaznej Marty” nie jechał nikt. Zagar (6) był takim samym cieniem siebie z roku 2006, jak w sezonie ubiegłym, Watt (6) potwierdził, że na wyjazdach nie będzie kręcił dwucyfrówek, a Bjerre (8+1 w 6) pokazał, że jeszcze za wcześnie na to, żeby wymagać od niego w każdym meczu jazdy na najwyższym poziomie. Wszystko wskazuje na to, że Rzeszów znowu będzie mocny jedynie u siebie, a na wyjazdach “rajderzy” z Podkarpacia szału nie zrobią. A bez Nickiego Pedersena może to wystarczyć jedynie na szóste miejsce, wywalczone po zaciętych bojach ze Spartą Wrocław. No, ale czy to jest szczyt marzeń pani Marty Półtorak? Śmiem wątpić.
Na zapleczu Ekstraligi też się trochę działo i również obyło się bez niespodzianek. Najciekawsze spotkanie niewątpliwie oglądali kibice w Ostrowie, gdzie KMO rozgromił Kolejarzy z Rawicza aż 70:21. Cóż to za emocje były, gdy ludzie zgromadzeni na stadionie zastanawiali się, czy przyjezdni wyjdą z “dwudziestki”, czy nie wyjdą. Ostatecznie (przy drobnej pomocy jokera) ta sztuka im się udała i ostrowscy fanatycy stracili swoją najsilniejszą kartę przetargową, świadczącą o tym, że to ich klub awansuje w tym sezonie do Ekstraligi (jak z dwudziestu przeciwnicy u nas nie wychodzą, to co za problem odrobić minus siedem punktów?). W pozostałych meczach również triumfowali faworyci. Bydgoszczanie obalili mit, że “AJ” stanowi połowę ich siły rażenia i pokonali na wyjeździe Rybnik 38:55, Wybrzeże męczyło się do połowy zawodów z Lokomotivem, ale ostatecznie pewnie zwyciężyło (53:39), a Grudziądz rozprawił się z Poznaniem 46:44, jednak wygrana GKM-u nie była ani przez chwilę zagrożona, ponieważ “Skorpiony” dopiero w końcówce zaczęły odrabiać straty.
Fajnie znowu obserwować ligę i rozwodzić się nad wynikami drużyn i jazdą poszczególnych “rajderów”. Mam jednak jakieś takie dziwne wrażenie, że tegoroczny speedway będzie mniej ciekawy od tego zeszłorocznego. Wyraźnie zarysował się podział na silnych i słabych, biednych i bogatych, walczących o mistrzostwo i o utrzymanie. Ale obym się mylił, bo nie ma nic piękniejszego niż walka do ostatniego biegu w niemal każdym spotkaniu Ekstraligi i jej zaplecza.
Ziemowit Ochapski
www.asy.yoyo.pl
Źródło: inf własna
Wyświetleń: 1154










Blipnij








