Żużel w TVP, czyli pokaz slajdów i komentatorska padaka

Felieton
Sport24.pl
Jak powszechnie wiadomo, od sezonu 2008 za pokazywanie Speedway Ekstraligi na swojej antenie wzięła się Telewizja Polska. Były szumne zapowiedzi co do ekspansji TVP Sport, była mowa o wielkim profesjonalizmie oraz dostępności transmisji w Internecie. Życie jednak wszystko zweryfikowało i paplanina włodarzy z Woronicza okazała się jedynie kiełbasą wyborczą. Znaczy się, obietnice niby spełniono, ale jakość ich realizacji pozostawia bardzo wiele do życzenia.
Kanał sportowy telewizji publicznej nadal pozostaje głęboko zakodowany i można go odbierać jedynie poprzez najmniej popularną platformę cyfrową (N) oraz dzięki nielicznym sieciom kablowym. Na tle konkurentów z Polsatu oraz Canal Plus zasięg TVP Sport może wywołać więc jedynie szeroki uśmiech politowania. A miało być tak pięknie. “Granatowi” z Warszawy postanowili jednak pójść na rękę kibicom “szlaki” i wrzucili Ekstraligę do ramówki iTVP, czyli internetowego odpowiednika swojej stacji z misją. Ba, stworzyli nawet specjalny serwis poświęcony najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Kiedy jednak przyszło do relacji “na żywo”, to wszystko szlag trafił. Ludzie z potężnymi jak na nasz kraj łączami (6 Mbit) zamiast ścigania oglądali pokaz slajdów z rwanym komentarzem. Ktoś na górze chyba nie przewidział, że może być tylu chętnych do patrzenia na żużel i serwery TVP zwyczajnie odmówiły posłuszeństwa. Ja też chciałem sobie pooglądać. Wcześniej specjalnie sprawdziłem, czy moje łącze (1 Mbit) pozwoli mi na komfortowy odbiór iTVP i w tym celu zapuściłem magazyn “Wokół toru” (o dziwo, całkiem sympatyczny wytwór publicznej). Szło idealnie, jak w prawdziwej “telewizorni”. Morda mi się cieszyła, że obejrzę sobie mecze bez płacenia “haraczu” kablówce lub “Ence”, ale kiedy nadszedł czas transmisji z Leszna, to okazało się, że na więcej niż dziesięć sekund płynnego obrazu na minutę nie ma co liczyć. A retransmisja dnia następnego chodziła jak Nicki Pedersen w SGP 2007. Zdumiewające. Dużo jeszcze pracy przed wami, technicy z iTVP, zanim wasi przełożeni będą mogli powiedzieć, że Speedway Ekstraligę można oglądać “na żywo” w Internecie. Bo jak na razie, to jedynie powkurzać się można, a procent Polaków dysponujących łączem 10 MB (na takim podobno dało się oglądać przekaz ze “Smoka”) jest niższy od odsetka szczęśliwych posiadaczy “wynalazku” Korzeniowskiego.
Zostawmy jednak już problemy techniczne naszej biednej telewizji i przejdźmy do oceny poczynań szanownych panów redaktorów, których musimy oglądać i słuchać na antenie TVP Sport. Podczas transmisji ze spotkania “Byków” z “Lwami” zaprezentowały nam się dwa duety: komentatorski (Rafał Darżynkiewicz i Krzysztof Cegielski) oraz reporterski (Sebastian Parfjanowicz i Łukasz Benz). Miało być diabelnie profesjonalnie, a wyszła amatorka, że aż strach. O ile pan Rafał spisał się poprawnie, o tyle reszta jego kompanów zawiodła na całej linii. Ja bardzo szanuję “Cegłę” Cegielskiego jako żużlowca (już niestety byłego), jednak do komentowania spotkań średnio się ten człowiek nadaje, bo w fachową analizę wyścigu potrafi wtrącić gadkę o “przypadkowym” zasypaniu pola startowego Nickiego Pedersena. Takie rzeczy, to można sobie w felietonach głosić, a nie podczas zdawania relacji z tego, co się dzieje na torze. Bo mało to profesjonalne, kiedy wykorzystuje się telewizję do wyrażania swoich prywatnych frustracji. Szczególnie wtedy, kiedy nie ma się stuprocentowej pewności co do tego, o czym się mówi. Jeśli chodzi natomiast o duet reporterski, przeprowadzający wywiady w parkingu, to ja już tęsknię za obecnością Tomka Lorka za kulisami Ekstraligi. Tendencyjne pytania, stres wypisany na twarzy, zero polotu i dociekliwości. Ci panowie to podobno wielcy pasjonaci “szlaki”, a w parku maszyn wyglądali jak nieporadni dziesięciolatkowie, którzy pierwszy raz w życiu spotkali swoich ulubieńców z toru. Dobrze, że chociaż po angielsku w miarę dobrze nawijali, bo inaczej chyba zwinąłbym się ze śmiechu przed telewizorem. A pytanie do Leigh Adamsa o to, kogo uważa za swojego największego rywala, uważam za wyskok nie na miejscu. Dobrze, że “Kangur” wybrnął z tego w dyplomatyczny sposób, bo gdyby wymienił tylko nazwisko “Latającego Duńczyka”, to znowu mielibyśmy lawinę internetowych “napinek”, których notabene i tak nie dało się uniknąć dzięki pewnej publikacji pewnego portalu.
Nieciekawe te moje pierwsze doświadczenia z Ekstraligą w TVP. A szkoda, bo liczyłem, że telewizja publiczna podejdzie do sprawy bardzo poważnie już od samego początku. Niestety, ludzie od żużla w stacji “Korzenia” dopiero raczkują i minie zapewne jeszcze wiele tygodni zanim przestaną być wybitnie irytujący. Żeby nie wyjść na permanentnego krytykanta,to powiem, że pomimo wszystko mam nadzieję, że będzie lepiej, a daje mi ją magazyn “Wokół Toru”, do którego nie można mieć większych zastrzeżeń. Potwierdza to fakt, że towarzystwo z publicznej wiedzę o żużlu ma sporą, jednak brak doświadczenia z pracą “na żywo” daje się we znaki. Błagajmy więc wszystkie siły wyższe o to, żeby stresy i frustracje zostały szybko opanowane i żebyśmy nie byli królikami doświadczalnymi do końca sezonu, po którym wymienią nam ekipę na jeszcze bardziej amatorską.
Ziemowit Ochapski
www.asy.yoyo.pl
Źródło: inf własna
Wyświetleń: 3602










Blipnij








