A A A Drukuj Kanały RSS

Weekend wielkich lań

2008/04/14 18:14
Weekend wielkich lań
Felieton
Sport24.pl

Ledwo co nasza liga wystartowała, a jesteśmy już po drugiej kolejce rozgrywek. Miało być niezwykle ciekawie, a skończyło się na weekendzie wielkich lań, bo rezultatów spotkań w Rzeszowie, Częstochowie i Poznaniu mniej dosadnie nazwać się nie da. Dodatkowo telewizja publiczna po raz kolejny dała ciała i obrzydziła e-kibicom żużel w ekstraligowym wydaniu. Śmiać się, czy płakać?

Leszczyńskie “Byki” zawitały w niedzielę na Podkarpacie w celu odjechania meczu z tamtejszymi “Żurawiami”. Piszę “odjechania”, bo o żadnej walce nie było mowy - rzeszowska Stal osłabiona brakiem “Memeja” Zagara oraz “Szkota” Nichollsa wyglądała bowiem na solidnie zardzewiałą. Miejscowi przegrali niemal wszystkie starty, a tor był przygotowany w ten sposób, że na trasie nie było praktycznie możliwości wyprzedzenia przeciwnika. Skończyło się to brakiem choćby jednego indywidualnego zwycięstwa gospodarzy i pogromem 27:65. A “Żurawie” przed sezonem wcale nie wyglądały na ekipę, która u siebie będzie odstawiała aż taką kaszanę. Pech jednak chciał, że żaden klasowy i zarazem rodzimy “kolarz” kontraktu na Podkarpaciu nie podpisał i pani prezes Marta P. zmuszona była zafundować kibicom “armię zaciężną” i to wcale nie taką z najwyższej półki. A obcokrajowcy, jak to obcokrajowcy - nie w każdym meczu mogą pojechać (Zagar), a w razie kontuzji (Nicholls) często leczą się trochę dłużej niż przewiduje norma. Nicki Pedersen, Leigh Adams i Jason Crump to wyjątki, ale ich jest tylko trzech, a ekip w Ekstralidze aż osiem (a niektórym ciągle mało). W Rzeszowie poznaliśmy także głównego kandydata do tytułu niewypału sezonu. Drugi mecz z rzędu zawalił Kenneth Bjerre (8+1 w 6) i to on w tej chwili znajduje się na czele tej mojej prywatnej klasyfikacji.

O pojedynku Włókniarza z “Jaskółkami” (69:23) nie będę się rozpisywał, bo marne to było widowisko. Komplety punktów “Herbie” Hancocka, “Colgate’a” Ułamka i “Janosika” Pedersena w spotkaniu z teamem, którego najsilniejszym ogniwem jest przeciętny “Piast” Kołodziej nikogo dziwić nie powinny, jednak Ekstraliga to nie miejsce na takie mecze. O ile gigantyczną porażkę Rzeszowa z Lesznem jestem w stanie zrozumieć ze względu na brak dwóch kluczowych “rajderów” w składzie “Żurawi”, o tyle jazda najsilniejszego składu Unii Tarnów jest przerażająco mizerna. Po pogromie w Częstochowie internetowe fora aż puchną od dyskusji na temat wprowadzenia od przyszłego sezonu minimalnego i maksymalnego KSM-u dla klubów Speedway Ekstraligi. Moim zdaniem jest to rozwiązanie tylko połowicznie dobre (odpowiednio wysoki minimalny KSM zapobiegłby powstawaniu “dream teamów” na podobieństwo “Jaskółek”, natomiast zbyt niski maksymalny byłby krzywdzący dla ekip, które od lat budują swoje składy i dzięki wytężonej pracy zaczynają naprawdę dobrze jeździć). A tyle tęgich głów siedzi we władzach naszego żużla, że choć kilka z nich mogłoby się od czasu do czasu wysilić i sprawić, żebyśmy nie musieli w roku 2009 oglądać “zaciętych bojów do dwudziestu”…

Toruński Apator potwierdził w niedzielę swoją siłę i rozprawił się na wyjeździe ze Spartą Wrocław 41:48. Gorąco było aż do czternastego biegu, bo wynik spotkania cały czas utrzymywał się na styku, głównie dzięki czyniącym cuda Jędrzejakowi (15) oraz Crumpowi (11). Tak się jednak złożyło, że torunianie mieli w swoim składzie “Bajkopisarza” Andersena (9) i “Kubicę” Holdera (10+1), którzy jeszcze w poprzednim sezonie śmigali w co drugi weekend na Olimpijskim. Goście wykorzystali ten atut z premedytacją, gdyż właśnie ci dwaj “rajderzy” byli w tym meczu najlepszymi zawodnikami klubu sponsorowanego przez Romana K. “Wrocek” jednak dzielnie się bronił i sądzę, że na Dolnym Śląsku nikt nie będzie miał łatwej drogi do zdobycia dwóch “dużych” punktów. A tak przy okazji wspomnę, że spotkanie Apatora ze Spartą miałem zamiar obejrzeć sobie “live” poprzez iTVP i znowu wszystko szlag trafił. Dobrze, że chociaż retransmisja działała bez zarzutu, bo inaczej doszedłbym do wniosku, że ludzie “Korzenia” robią sobie ze mnie jaja z tą Ekstraligą w Internecie. Nie wszyscy jednak mają taką cierpliwość jak ja i ze spokojem poczekają na “odgrzewanego kotleta”. Serwery do wymiany, panowie z Woronicza.

Lubuskie derby pomiędzy Falubazem Zielona Góra a Stalą Gorzów emocjonowały kibiców jeszcze na długo przed rozpoczęciem. Miało być super-hiper-ekstra widowisko żużlowe, a pozostał jedynie niedosyt. Tak, na trybunach przy Wrocławskiej 69 zasiadł nadkomplet publiczności (w tym sporo ludzi z Gorzowa), był fajny doping, flagi i tak dalej. Zabrakło jednak najważniejszego - pasjonującego “gryzienia toru” do samego końca zawodów. Ba, stało się tak, że cała pasja wygasła już na samym początku, po dwóch podwójnych zwycięstwach “Motomyszy” w dwóch pierwszych gonitwach. Później zielonogórzanie kontrolowali tylko przebieg spotkania, zwyciężając ostatecznie 53:39. Cieszy fakt, że w Falubazie kluczowe role odegrali Polacy (”PePe” Protasiewicz (12+1), “Greg” Walasek (10+1) oraz “Rafi” Dobrucki (11+1)), i że pokazali oni, że obcokrajowcy tacy jak “PUK” Iversen (5+1) i “Fred” Lindgren (6+2) mogą być tylko fajnym dopełnieniem składu, a nie główną siłą napędową. W Stali zawiodła natomiast druga linia w osobach Monberga (0) i Ferjana (6), którzy w siedmiu startach przywieźli aż cztery “kible”. Gollob (14+1 w 6), Holta (10 w 6) i Karlsson (8+2) również pogubili po kilka ważnych “oczek” i tak oto czar potężnej “Staleczki” prysł. Oj, ciężko będzie w tym sezonie żółto-niebieskim o ten wymarzony medal DMP, bardzo ciężko.

Na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej poznańskie “Skorpiony” ośmieszyły się przed własną publicznością, dostając od KMO lanie 25:66. Przyjechało na Golęcin dwóch “grajków” z GP (Lukas Dryml i “Bomber” Harris) i pozamiatali oni całe towarzystwo. W drugim wartym odnotowania pojedynku Polonia Bydgoszcz rozprawiła się z Wybrzeżem Gdańsk 48:42. Niby niewiele, ale w “Bydzi” praktycznie niezdolny do jazdy był “Adrenalina” Jonsson (4 w 2), więc znakomitą postawą gdańszczan nie ma co się aż tak bardzo podniecać. Jest jeszcze rewanż w “Wolnym Mieście”, a później dodatkowo kolejna runda rozgrywek, także pierwszego miejsca w I lidze lepiej w tej chwili nikomu nie przypisywać. I nie zapominajmy o Ostrowie - jeśli “Czarne Diabły” są tak mocne, jak to się wydaje, to już wkrótce mogą pokazać rogi pewniakom z Bydgoszczy i kozakom znad morza.

Trzecia ligowa kolejka już za niecały tydzień, a pierwszy turniej Grand Prix za niecałe dwa. Żużlowa karuzela rozpędziła się na dobre. Emocji tylko coś mało w tych meczach i telewizja wciąż leci sobie w kulki, jednak trzeba mieć nadzieję, że wkrótce będzie lepiej. Grunt to optymizm. Alleluja i do przodu.

Ziemowit Ochapski
www.asy.yoyo.pl


Źródło: inf własna
Wyświetleń: 1425
Stępniewski: Z Holtą dogadaliśmy się w pół godziny Następny »

rafal-bejtka Dodał/a: rafal-bejtka
Napisał/a 5668 artykułów
Aktualna ocena: 0
kliknij aby ocenić
 
Komentarze
Tomek-Uzarowski
Tomek-Uzarowski [1106/34091] 2008/04/14 20:10
Cieszy fakt, że w Falubazie kluczowe role odegrali Polacy (”PePe” Protasiewicz (12+1), “Greg” Walasek (10+1) oraz “Rafi” Dobrucki (11+1)), i że pokazali oni, że obcokrajowcy tacy jak “PUK” Iversen (5+1) i “Fred” Lindgren (6+2) mogą być tylko fajnym dopełnieniem składu, a nie główną siłą napędową. - pytanie tylko, co ci krajowi riderzy zrobią w starciach z 'potęgami' w SE - Toruniem, Częstochową i Lesznem.
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.49

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Komentuj
Login:
E-mail: (opcjonalnie)
Kod z obrazka:
Oceń:
Polityka prywatności Regulamin Reklama Dołącz do nas Kanały rss Kontakt FAQ
Sport24.pl   2007-2012   Wszelkie prawa zastrzeżone
1.3434 -
Firma w holdingu PMPG