A A A Drukuj Kanały RSS

Motocross na Ullevi pod flagą biało-czerwoną

2008/05/25 11:17
Motocross na Ullevi pod flagą biało-czerwoną
Felieton
Sport24.pl

Sobotnia Grand Prix Szwecji na pewno zostanie przez kibiców zapamiętana na wieki. Nie chodzi mi tu niestety o historyczne zwycięstwo “Ryśka Holcińskiego” (17 pkt.), ale o fatalny stan nawierzchni na stadionie Ullevi, który doprowadził do wielu okropnie wyglądających upadków. Z torem zapoznali się nawet “Gallop” (8 pkt.) i “Herbie” (6 pkt.), a zawody trwały grubo ponad cztery godziny. Organizatorzy solidnie dali ciała, ale winnych pewnie i tak nie uda się znaleźć w tym towarzystwie wzajemnej adoracji.

Festiwal powtórzonych wyścigów zaczął się od piątej odsłony, kiedy to wyglebił “PUK” Iversen (2 pkt.). Duńczyk upadł tak nieszczęśliwie, że uszkodził sobie bark i do końca turnieju musieli zastępować go rezerwowi. Sygnał do tego, że z torem jest coś nie tak dał natomiast bieg siódmy, w którym prowadzący Greg Hancock wpadł w dziurę i spadł z miejsca pierwszego na ostatnie. Po tych dwóch incydentach nikt jednak nie zastanawiał się czy jechać dalej, bowiem dwie niebezpieczne sytuacje na torze to nie powód by przerywać imprezę. Zresztą żużlowcy poczynali sobie już później w miarę spokojnie, aż do pechowej gonitwy numer trzynaście i kraksy z udziałem “Bombera” Harrisa (5 pkt.) oraz Lukasa Drymla (3 pkt.). Ten pierwszy dostał motocyklem po głowie, ale na szczęście szybko otrzeźwiał, a drugi obił sobie tylko nadgarstek. Obaj szczęśliwie wystartowali w powtórce, wąchając spaliny wydzielane przez motocykle “Terminatora” Pedersena (16 pkt.) i “Rudego” Crumpa (12 pkt.). Na kolejną groźnie wyglądającą sytuację fani “szlaki” na Ullevi nie musieli długo czekać, gdyż czternasta odsłona Grand Prix Szwecji przyniosła nam karkołomnie wyglądający upadek “Bajkopisarza” Andersena (8 pkt.). Hansa wystrzeliło przez kierownicę, a ja przez chwilę miałem wątpliwości, czy oglądam żużel, czy freestyle motocross. Duńczyk potrzaskał się solidnie i w dalszej części zawodów już nie błyszczał.

Po “kaczym locie” wydawało się, że sytuacja nieco się unormuje, jednak było to tylko pobożne życzenie wszystkich zdrowo myślących sympatyków sportu żużlowego. Bieg szesnasty przejdzie bowiem do historii GP ze względu na to, że rozpoczynano go aż czterokrotnie. Najpierw mieliśmy nierówny start - z tyłu został Nicholls (7 pkt.), który… był sprawcą tego całego zamieszania. “Hot Scott” sam się ukarał za próbę oszukania sędziego, a arbiter niczym dobry wujek pogłaskał go po główce i pozwolił wystartować raz jeszcze. Błędna to była decyzja - w powtórce tragiczny stan nawierzchni dał się we znaki Tomaszowi Gollobowi, który zaliczył pierwszy od dawien dawna “dzwon” i został wykluczony, a za trzecim podejściem przeszarżował wspomniany wcześniej Nicholls i on również oglądał “szlakę” z perspektywy innej niż zwykle. Wyścig ostatecznie dokończono w dwuosobowej obsadzie, a ja już wtedy byłem przekonany, że impreza w Goeteborgu nie skończy się przed godziną dwudziestą trzecią.

Gonitwy z dwoma zawodnikami na starcie były specjalnością rozegranej tego samego dnia pierwszej rundy Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Pomorza, jednak nigdy bym nie przypuszczał, że podobne jaja przyjdzie mi oglądać podczas turnieju rangi IMŚ. Odsłona dziewiętnasta doprowadziła mnie do wykrzykiwania w duchu inwektyw w kierunku Ole Olsena i całej zgrai organizatorów tego pechowego turnieju. Najpierw na tym wołającym o pomstę do nieba torze wyglebiła czeska gwardia (Lubos & Lukas), a kilka minut później siebie i dmuchaną bandę do stanu bezużyteczności doprowadził “Adrenalina” Jonsson (8 pkt.). Szweda odwieziono do szpitala, gdzie stwierdzono, że nic poważnego mu nie dolega, jednak o dalszej jeździe w zawodach nie było mowy. W trzecim podejściu do wyścigu pod taśmą stanęli Gollob z Tomickiem (5 pkt.). Polak nie miał problemów z pokonaniem sąsiada z południa i na zakręconym gazie przekroczył linię mety. Wyglądało mi to na formę protestu, jednak głowy sobie uciąć nie dam, że Tomcio demonstrował wtedy swoje niezadowolenie z przygotowania nawierzchni, ponieważ dzień wcześniej wypowiadał się w mediach, że nie ma dla niego znaczenia po czym jedzie, a Tomicek był tak daleko z tyłu, że być może naszemu asowi po prostu szkoda było marnować metanol i zdzierać opony.

Po dziewiętnastu wyścigach miałem już autentycznie dość dej szopki na ponad czterystumetrowym i bogatym w dziury owalu Ullevi. Modliłem się, żeby “rajderzy” szczęśliwie dojechali do mety w ostatnim wyścigu rundy zasadniczej, i żeby po tej części widowiska dać sobie spokój z półfinałami i finałem. Niestety, żadna z moich próśb nie została wysłuchana, gdyż w gonitwie dwudziestej motocykla nie opanował “Herbie” Hancock. Amerykanin upadł blisko “kredy” i tylko trzeźwy umysł znajdującego się za nim “Bombera” Harrisa sprawił, że ten nie przejechał mu po głowie. Tego było już za wiele. Po żużlowcach było widać, że boją się o własne zdrowie i nie chcą dalej jechać, jednak włodarze imprezy byli innego zdania i o zakończeniu zawodów po rundzie zasadniczej nie było nawet mowy.

Przed półfinałami najlepszym zawodnikiem turnieju był niespodziewanie “Fred” Lindgren (22 pkt.), który zgromadził komplet “oczek”. Szwed albo wygrywał starty, albo rozpędzał się na trasie i mijał kolejnych przeciwników niczym pachołki na placu manewrowym. Tajemnica sukcesu “Fredki” tkwiła podobno w jego Jawie, na której niczym ostatni Mohikanin śmiga jako jedyny ze stałych uczestników SGP. Ale mniejsza już o to. Faktem jest natomiast to, że na tym okropnym torze problemy z wygrywaniem miały nawet największe tuzy czarnego sportu w osobach Nickiego Pedersena (zaledwie trzy “trójki” w siedmiu startach) i Leigh Adamsa (9pkt. - nie wygrał w Goeteborgu ani jednego wyścigu!). W pierwszym półfinale doszło też do swego rodzaju kuriozum, ponieważ na starcie stawiło się tylko trzech żużlowców (niezdolny do jazdy był Andreas Jonsson). Do finału weszli Lindgren i Holta, którzy rzutem na taśmę wyprzedzili mającego problemy z maszyną “Kangura” Adamsa. W drugim półfinale z turniejem w “kiblarski” sposób pożegnał się nasz Tomcio “Gallop”, a start w wyścigu o Wielką Nagrodę Szwecji zapewnili sobie “Terminator” Pedersen oraz “Rudy” Crump.

Przed gonitwą dnia (a właściwie to już nocy) zastanawiałem się jedynie, czy Lindgren zdoła dogonić na trasie Pedersena, ponieważ pozostała dwójka nie przekonywała mnie zbytnio swoją dyspozycją (pomijając zdobycze punktowe). Pierwsze metry dwudziestej trzeciej odsłony Grand Prix Szwecji 2008 potwierdziły moje przypuszczenia - Freddie po przegranym starcie minął Nickiego. Chwilę później przecierałem jednak oczy ze zdumienia, kiedy to Rune Holta napędził się po szerokiej i niczym bolid F1 przejechał obok wcześniej wspomnianej dwójki, dowożąc prowadzenie do mety. Norweg z polskim paszportem po raz pierwszy w karierze wygrał turniej “cyrku” Olsena, a kibice znad Wisły po raz drugi w tym sezonie mogli usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego. A północ już się zbliżała.

W klasyfikacji generalnej IMŚ na prowadzeniu umocnił się Nicki Pedersen (49 pkt.), który ma dziesięć punktów przewagi nad szóstym na Ullevi “Gallopem” i trzynaście nad Lindgrenem. Czwarty jest “Kangur” Adams (34 pkt.), dziewiąty “Rysiek Holciński” (26 pkt.), a trzynasty Krzysiu Kasprzak (14 pkt.), który uzbierał do tej pory mniej punktów niż startujący w Lesznie z dziką kartą Jarek Hampel. No, ale tak to jest, kiedy forma przychodzi w momencie, w którym pozostali “rajderzy” zaczynają już myśleć, co zjeść na kolację. Teraz przed nami liga, a kolejne spotkanie z Grand Prix dopiero 14 czerwca w Kopenhadze. Oby tylko potrzaskani “rajderzy” szybko wyzdrowieli i tor dopisał. Amen.

Ziemowit Ochapski
www.asy.yoyo.pl


Źródło: inf własna
Wyświetleń: 1385
Stępniewski: Z Holtą dogadaliśmy się w pół godziny Następny »

rafal-bejtka Dodał/a: rafal-bejtka
Napisał/a 5668 artykułów
Aktualna ocena: 5
kliknij aby ocenić
 
Komentarze
rafal-bejtka
rafal-bejtka [531/102910] 2008/05/25 11:42
dobry felieton :) polecam
Zgłoś naruszenie
Ocena: 4.36

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Komentuj
Login:
E-mail: (opcjonalnie)
Kod z obrazka:
Oceń:
Polityka prywatności Regulamin Reklama Dołącz do nas Kanały rss Kontakt FAQ
Sport24.pl   2007-2012   Wszelkie prawa zastrzeżone
0.6346 -
Firma w holdingu PMPG