Nawet majster się przejął...

Felieton
Sport24.pl
Na wstępie chciałbym uciąć wszelkie spekulacje na temat mojej śmierci. Dawno nic nie napisałem, ale mam się naprawdę dobrze - potrzebowałem po prostu troszkę odpoczynku od codzienności. Nie, żebym popadł w rutynę, albo uznał ostatnie żużlowe wydarzenia za nieciekawe, ale zaskakujące zwycięstwo Tomcia “Gallopa” w Kopenhadze zasugerowało mi zamknięcie jadaczki na parę dni.
O dziwnych rzeczach na Parken jednak dzisiaj również nie będzie. News się przeterminował, wielu kolegów (i wrogów) po fachu już się na jego temat rozpisywało, a kolejna eliminacja “cyrku” Olsena jest bliżej niż dalej. Zresztą na pianie z zachwytu nad genialną postawą Tomasza G. nie mam najmniejszej ochoty. I nie chodzi tu o moją antypatię do tego “rajdera”, ale o uczucie zgoła odmienne. Ba, o uczucie absolutnie niemające związku z najlepszym żużlowcem w historii Polski. Smutno mi, proszę państwa. Speedway w Gnieźnie się wali.
Historii o problemach z przekroczeniem ukraińskiej granicy oraz płonącym busie nikomu chyba przedstawiać nie trzeba. Na temat tragedii drużyny Startu podczas wyjazdu na mecz do Równego trąbiły przecież media nie tylko stricte żużlowe. Nawet majster w mojej firmie pytał mnie, czy wiem coś więcej w tej kwestii, a on ma z żużlem tyle wspólnego, co ja z wykładaniem płytek w kiblu. Faktem jest, że wydarzył się dramat - cały dorobek straciły trzy “rakiety” “Orłów” (”Bolo”, “Cielak” i “Jabol”), a czterech innych żużlowców również nie może mieć wesołych min. Spaliło się jedenaście motocykli, straty liczone są w setkach tysięcy złotych, a dalsza egzystencja czerwono-czarnych stanęła pod wielkim znakiem zapytania. W Internecie narodziła się również dyskusja.
Tęgie głowy w globalnej sieci zaczęły debatować nad sensem udziału drużyn zagranicznych w rozgrywkach polskich lig żużlowych. Z jednej strony jest to temat bardzo sensowny, a z drugiej wygląda, jakby nie było wątpliwości, że to Ukraińcy przeprowadzili zamach na gnieźnieńską ekipę, i że wszystkie teamy spoza Polski to największe zło naszego żużla. Z tym drugim stwierdzeniem to generalizowanie okrutne, bo wystarczy popatrzeć choćby na świetne funkcjonujący klub z Daugavpils, ścigający się w pierwszej lidze. O klasę niżej zaczynają się już jednak problemy, ponieważ teamom z Ukrainy i Węgier daleko do profesjonalizmu. Gra się jednak tak, jak przeciwnik pozwala, a nasi panowie w granatowych strojach przymykają oczy na bardzo wiele. Goście w naszych ligach powinni spełniać wymogi licencyjne co do joty, a nie sprawiać wrażenie, że robią nam łaskę przystępując do rozgrywek. Ba, powinna panować przyjacielska atmosfera, bo to przecież nie lada gratka dla kibiców, kiedy mogą obserwować międzynarodowe pojedynki. Jest tymczasem całkowicie inaczej - w Miszkolcu przyjezdnych traktuje się jak śmieci, a na Ukrainie przetrzymuje ich na granicy. Żużel nawet na drugoligowym poziomie ma w sobie sporo z profesjonalizmu, a takie cyrki zahaczają o wydarzenia rodem sprzed czterdziestu lat. Na każdym kroku nas dymają, a my się jeszcze z tego cieszymy, bo to przecież wielka tragedia by była, gdyby w Polsce były dwie ligi zamiast trzech. Nic na siłę, mili państwo, bo niektóre rzeczy nie mają racji bytu, kiedy są robione po łebkach. Trzeba przycisnąć ekipy spoza kraju nad Wisłą, żeby bardziej się postarały, albo po prostu dać sobie z nimi spokój. W dwóch klasach rozgrywkowych też może być wesoło.
A pomyśleć, że wcześniej byłem jak najbardziej za tym, żeby zagraniczne drużyny mogły ścigać się na naszym podwórku. Nie, to wcale nie są żale wylewane przez frustrata. Pojawiło się ostatnio sporo obrońców zespołu z Równego, którzy winą za dramat żużlowców z Grodu Lecha obarczają ich klub. Mi się jednak wydaje to całkowicie niedorzeczne. Co z tego, że cały sprzęt jechał jednym busem? Gdyby nie problemy stwarzane przez stronę ukraińską, to do żadnego pożaru by nie doszło, bo “rajderzy” już dawno byliby na miejscu i mogliby się zaopiekować swoimi “rumakami”. Również jestem zdania, że sprawą ukraińską trzeba było się zająć już wcześniej i wtedy być może udałoby się zapobiec zaistniałej sytuacji, ale tak to już u nas jest, że jesteśmy mądrzy dopiero po szkodzie. A aż taki dramat naprawdę trudno jest przewidzieć. Miejmy nadzieję, że sobotnio-niedzielne wydarzenia będą przestrogą dla pozostałych drugoligowców, i że w przyszłym sezonie Ukraina Równe albo wykaże się pełnym profesjonalizmem, albo zwyczajnie nie zostanie dopuszczona do rozgrywek. Zagraniczne wyjazdy powinny być atrakcją, a nie siać postrach.
Żeby nie było totalnie smutno, to powiem, że wierzę, iż speedway w Gnieźnie będzie trwał pomimo tego nieszczęśliwego wypadku. Piotr Paluch i Sławek Musielak mają już zapewnione wsparcie od swoich macierzystych klubów, a jakoś trudno mi uwierzyć, żeby Mirek Jabłoński i Dawid Cieślewicz zostali na lodzie. Start Gniezno uruchomił także specjalne konto, na które można wpłacać środki na jego ratowanie i jak na razie okazało się to strzałem w dziesiątkę, bowiem wielu ludziom los ekipy z pierwszej stolicy Polski okazał się być nieobojętny. Możliwe, że ta cała pomoc nie wystarczy na wygranie rozgrywek i zaplanowany przed sezonem awans do pierwszej ligi, ale jest nadzieja, że dzięki temu speedway w Grodzie Lecha nie umrze. Trzymajmy kciuki.
Ziemowit Ochapski
www.asy.yoyo.pl
Źródło: inf. własna
Wyświetleń: 1070










Blipnij







