A miało być spokojnie

Felieton
Sport24.pl
Liczyłem, że to będzie spokojny felieton. Chciałem się skupić na półfinałach eliminacji do Grand Prix 2009 oraz na dziewiątej kolejce Ekstraligi, jednak pseudokibicowskie bydło po raz kolejny dało o sobie znać, a ja straciłem ochotę na słodkie pierdu-pierdu o sportowych wydarzeniach minionego weekendu.
Ktoś mi może zarzucić, że jeśli nie byłem w niedzielę w Grudziądzu, to nie powinienem w ogóle zabierać głosu w tej sprawie. Nieprawda. Tutaj tak naprawdę nie liczą się szczegóły zajścia, ponieważ sam zarys powoduje, że co bardziej wrażliwym włosy na głowie stają dęba. No, ale zostawmy już bydło (bo ono jest niereformowalne) i przejdźmy do kwestii klubu. Tak się bowiem złożyło, że po rasistowskim incydencie w GKM zapadła nagle zmowa milczenia. Z tego co mi wiadomo, ciała dała ochrona (nie reagowała na grupkę kopiącą w bus Antonia), ciała dał spiker (nie zwracał uwagi na rasistowskie przyśpiewki) i ciała dał prezes, (mówi, że o niczym nie wie i skupia się na tym, że to Lindbaeck sprowokował kibiców obraźliwym gestem). Czeski film. Niestety, nakręcony w Polsce i wstyd mi z tego powodu.
Chamstwo trzeba tępić, nawet jeśli jest ono marginalne. O zachowaniu ekipy grudziądzkich pseudokibiców napisała dość obszernie “Gazeta Wyborcza”, która żużlem interesuje się jedynie w przypadku zwietrzenia taniej sensacji. Taka wybiórczość cholernie boli, ale powinna również dać nam do myślenia, żebyśmy zaczęli się starać, aby podobna prasa miała jak najmniej okazji do pastwienia się nad naszą ulubioną dyscypliną. Ale my przekorni jesteśmy i dzieje się w drugą stronę. Więcej gwizdów, więcej wyzwisk, więcej agresji.
W Internecie mówi się, że klub z Grudziądza powinien zostać ukarany za zajścia z szóstego lipca. Z jednej strony to racja, bo płazem takiego czegoś puścić zwyczajnie nie można, ale z drugiej strony to nie wina GKM-u, że cząstka jego kibiców ma nie po kolei w głowach. Wszystko rozbija się więc o to, czy w zamieszaniu z Lindbaeckiem włodarze rzeczywiście dopuścili się jakichkolwiek zaniedbań. Ja wam jednak na to pytanie nie odpowiem - nie mam siły.
Jedno jest pewne: polskie bydło jest bliskie psychicznego wykończenia kolejnego żużlowca. Kurmański i Romanek nie mieli “twardych” głów, a “Toninho” również nie należy do osób ponadprzeciętnie odpornych. Ludzie już chyba zapomnieli, na jakim życiowym zakręcie był ten chłopak jeszcze kilka miesięcy temu. Zapalić wirtualną świeczkę jest “lajtowo”, ale zmienić choć troszkę swoje postępowanie już o wiele trudniej. Pamiętajmy jednak, że nie zawsze trzeba iść na łatwiznę…
Ziemowit Ochapski
www.asy.yoyo.pl
Źródło: inf. własna
Wyświetleń: 4441










Blipnij








