A A A Drukuj Kanały RSS

Dziadek Crump

2008/07/18 09:45
Dziadek Crump
Felieton
Sport24.pl

Każdy z nas był kiedyś szczeniakiem, któremu się coś wydawało. Jedni mieli omamy odnośnie muzyki, drudzy szaleli na punkcie seriali telewizyjnych, a ja byłem takim małym, żużlowym, nieświadomym wariatem. Wszak w czasach bez Internetu nawet Jason Crump mógł się wydawać starym dziadkiem.

Aby zrozumieć sens moich słów, trzeba się cofnąć do magicznego roku 1997. W pewne kwietniowe popołudnie “Rudy” wraz z ekipą z Zielonej Góry zawitał do Gniezna, gdzie Falubaz zmierzył się z tamtejszym Startem. Miałem wtedy dziesięć lat i z wielką ciekawością przysłuchiwałem się przedmeczowym rozmowom starszych kibiców, przyjmując wszystkie ich słowa niczym prawdę objawioną. A kibole gadali oczywiście o Jasonie. Mówili, że jakimś mistrzem świata był, że ostro jeździ, i że nasi mogą mieć ciepło w pojedynku z “Motomyszami” głównie przez niego. W mojej głowie powstał naturalnie obraz wroga publicznego numer jeden - doświadczonego “Gingera”, który za wszelką cenę będzie objeżdżał gnieźnian, byle tylko poprowadzić znienawidzoną w pierwszej stolicy Polski Zieloną Górę do zwycięstwa.

Rzeczywistość nie okazała się aż tak brutalna. Crump wprawdzie walnął szesnaście plus bonus, jednak to “Orły” bez problemu wygrały całe spotkanie. Nie zmienia to jednak faktu, że od tamtego momentu Jason stał się jedynym żużlowcem, którego szczerze nie znosiłem. Taki syndrom mistrza - bo dostawałem trzęsionki za każdym razem, kiedy “Rudy” stawał naprzeciw moich ulubionych “rajderów”. Cholera, a nawet nie znałem wtedy koloru jego włosów.

Czas leciał, “Gingera” coraz więcej było w Grand Prix, a ja powoli odsuwałem się od żużla. Wiedziałem mniej więcej, co się dzieje, ale nie przywiązywałem do tego aż tak wielkiej uwagi. Po ostatnim medalu IMŚ Tomcia “Gallopa” zwyczajnie odpuściłem, przesypiając tym samym lata wielkiej dominacji Rickardssona i Crumpa. Ba, o Crumpie myślałem, że jest już starym dziadkiem, i że nic w speedwayu nie zwojuje. Nadal nie znałem tej jego przeklętej daty urodzenia, a żaden czort nie chciał mi podpowiedzieć, że mistrzostwo świata, o którym mówili kibice w Gnieźnie, to trofeum zdobyte w kategorii juniorów. Wiem, to była czysta ignorancja, ale to przecież tylko głupie myśli nastolatka, który nie słyszał nawet o Wikipedii. Bo Internet już miał. Modemowy, ale jednak.

Moja żużlowa i Crumpowa wegetacja trwała aż do sezonu 2005. Wtedy to właśnie zacząłem o wiele bardziej świadomie odbierać to, czym tak się interesowałem od dziecka. Moja wiedza na temat “szlaki” wcale nie była mała (przygotujcie się na jeszcze kilkadziesiąt tekstów wspominkowych), jednak wtedy wreszcie powoli się porządkowała. Zaczynało po prostu do mnie docierać ile widziałem i jak ważne to były wydarzenia. Wracając do Crumpa, to w 2005 roku zetknąłem się z jego postacią ponownie, dzięki meczom Ekstraligi w Polsacie Sport. Przed sezonem 2006 dowiedziałem się w końcu, ile ten facet ma lat i zaniemówiłem. Stary dziadek, ledwo po trzydziestce. Był to czas, w którym zapragnąłem zostać dziennikarzem żużlowym i było mi po prostu wstyd z powodu, że nie miałem pojęcia o osobie jednego z najwybitniejszych “rajderów” w historii tej dyscypliny. Ba, patrząc na jego osiągnięcia pomyślałem sobie tylko kilka niecenzuralnych słów.

Najśmieszniejsze jest to, że po tym niecodziennym odkryciu moja antypatia do Crumpa wzrosła. Przypomniały mi się wszystkie chwile, w których ojciec się wkurzał, widząc tego gościa na torze i się zaczęło. Stara miłość nie rdzewieje. Stara nienawiść również. Wszystko jednak ma swój koniec. Jason został IMŚ 2006, ja dostałem z tego powodu białej gorączki, a w tym czasie wyrastał nam nowy-stary mistrz, Nicki Pedersen. “Terminator” zdominował cykl Grand Prix 2007, a “Rudy” po raz pierwszy od wielu sezonów był lekko w cieniu. Widziałem jak się chłopina męczy i wtedy właśnie dopadła mnie metamorfoza. Pierwsze jej uderzenie poczułem podczas finału DPŚ w Lesznie, kiedy publika wpadła w ekstazę po dotknięciu przez Jasona taśmy (jechał on jako joker). To było przykre.

W tej chwili rudy Australijczyk należy do moich ulubionych “rajderów”. Niesamowita waleczność, charakterystyczna sylwetka i genialna otwartość na pomoc innym. Gdyby ktoś jednak spytał mnie, czy chciałbym cofnąć czas i zmienić myśli na jego temat, które gnieździły się w mej głowie na przestrzeni lat, to bym kategorycznie zaprzeczył. Może i one były głupie i niedorzeczne, ale dzięki nim przeżyłem fantastyczną przygodę.

C.D.N.

Ziemowit Ochapski
www.asy.yoyo.pl


Źródło: inf. własna
Wyświetleń: 1410
Stępniewski: Z Holtą dogadaliśmy się w pół godziny Następny »

rafal-bejtka Dodał/a: rafal-bejtka
Napisał/a 5668 artykułów
Aktualna ocena: 0
kliknij aby ocenić
 
Komentarze
Nie ma jeszcze komentarzy, Twój może być pierwszy.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
Komentuj
Login:
E-mail: (opcjonalnie)
Kod z obrazka:
Oceń:
Polityka prywatności Regulamin Reklama Dołącz do nas Kanały rss Kontakt FAQ
Sport24.pl   2007-2012   Wszelkie prawa zastrzeżone
0.4915 -
Firma w holdingu PMPG