Wielki spór o bieg dodatkowy

Felieton
Sport24.pl
Liczyliśmy na bezpośredni awans do finału Drużynowego Pucharu Świata i wielkie polowanie na zbyt pewnych siebie Duńczyków. Niestety, w Lesznie zabrakło jednego punktu i to reprezentacja Australii będzie miała w Vojens dzień wolnego, a Polacy pojadą w czwartkowym barażu. Niby nic strasznego, jednak nasi wspaniali kibice zawsze muszą dolać oliwy do ognia.
Chociaż nie, “kibice” to złe słowo w tym przypadku. Po półfinale na “Smoku” fora internetowe opanowały bowiem zastępy wszechwiedzących geniuszów taktycznych, którzy bez dwóch zdań w biegu dodatkowym (decydującym o pierwszym miejscu w zawodach) puściliby nie Jarka Hampela, a Tomcia “Gallopa”. Bo niby bardziej doświadczony i na pewno poradziłby sobie w tej stresującej sytuacji. Na pewno, mili państwo, to Kopernik nie żyje. Wiem, powtarzam się, jednak ostatnio mam zwyczajnie dość takiego pustego gadania. Niektórzy chyba zapomnieli, że z ramienia Australii w tej bonusowej gonitwie startował sam Leigh Adams, czyli niekoronowany król leszczyńskiego owalu.
Nie to mnie jednak boli najbardziej. Najgorsze jest rozdwojenie jaźni u niektórych komentatorów poczynań polskiej kadry. Bo gdyby Cieślak w dwudziestej szóstej odsłonie postawił na Tomeczka i gdyby ten zawiódł, to szarańcza i tak by się zleciała, głosząc wszem i wobec, że powinien jechać “Jarinho”, gdyż wygrał wszystkie swoje dotychczasowe biegi, a w jednym z nich pokonał nawet samego Leigh. Powiecie, że nie mam pewności, iż tak właśnie by było. Guzik prawda, drodzy czytelnicy - reakcje internetowych encyklopedii speedwaya w wersji PL od co najmniej dwóch lat da się przewidzieć bezbłędnie. Zawsze im źle w tyłkach.
Przy okazji sporu o bieg dodatkowy wiedziałem, że dojedzie w końcu do dyskusji o tym, kto się do tego niecodziennego wydarzenia przyczynił. Nietrudno było również wyczytać z gwiazd, że pójdzie o to, czy wywalić z kadry Jagusia, czy Kasprzaka i za którego z nich ma jechać w barażu Walasek. Ba, najciekawsze były wypowiedzi sugerujące, że treneiro Cieślak nie zna się na rzeczy, i że powinien “Grega” puścić już w półfinale. Bo “Jagoda” jest bez formy, a “KK” cieniuje w Grand Prix. Wspaniałe argumenty, doprawdy. Nikt jednak nie zauważył, że przegraliśmy z Australią przez pechowy defekt Wiesława, w chwili, w której Adams jechał jako joker. Nikt nie pisnął słówka, że pozostali Polacy również pogubili po kilka “oczek” i to nie na najmocniejszych rywalach. Wreszcie nikt nie wpadł na to, że Australijczycy są po prostu lepszą reprezentacją, i że jednopunktowa porażka z nimi nie jest tragedią. Tworzy się rozmaite teorie na temat niepowodzenia biało-czerwonych, a zabrakło przecież tylko jednego “oczka”, czyli szczęścia. A szczęście sprzyja lepszym. Przynajmniej tak się mówi.
Internetowym geniuszom selekcjonersko-taktycznym polecam więc wrzucenie na luz (choć motocykle żużlowe nie mają biegów). Ku waszej uciesze w Vojens podobno pojedzie Walasek, jednak ja nie sądzę, żeby to była jakaś wielka różnica. W barażu sobie poradzimy, bo Brytyjczycy prezentują muliste dno, Rosjanie jeszcze nie są aż tak mocni, a Szwedów wcale nie trzeba objeżdżać, żeby znaleźć się w czwórce najlepszych drużyn globu. W sobotę natomiast ciemność widzę. Nie, wcale nie skazuję biało-czerwonych na porażkę, ale stwierdzam, że jakiekolwiek przewidywania w ich przypadku nie mają racji bytu. W zeszłym roku w barażu puknęła nas Australia, a ostatecznie sięgnęliśmy po złoto. Tego lata w walce o finał możemy puknąć wszystkich, by na koniec sami zostać pukniętymi. Taki los mistrzów swojego podwórka.
Wiem, że tym i innymi felietonami narobiłem sobie wielu wrogów, ale musiałem to z siebie wyrzucić. Bo to taka polska mentalność, że jak coś nie pójdzie, to od razu trzeba szukać winnych i ich eliminować. A mi daleko do takiej postawy i uważam ją za niesprawiedliwą. Warto zrozumieć, że w żużlu również są lepsi od naszych i nawet wymiana całej kadry na to nie pomoże. Ludziom się tylko wydaje, że każdy z nich mógłby zastąpić Marka Cieślaka na stanowisku menedżera reprezentacji. Co innego gadać, a co innego wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje, mili państwo. Napinaczom może się udać jeden typ na dwa lata i będą o nim piać przez miesiąc na jakimś forum internetowym, a “Shrek” zgarnie w tym czasie kilka trofeów i podejmie kilkadziesiąt kontrowersyjnych (acz skutecznych) decyzji przy zaledwie paru pomyłkach. I dlatego właśnie napinacze siedzą w domach przed komputerami, a menadżerką zajmuje się pan Marek. Dziękuję za uwagę.
Ziemowit Ochapski
www.asy.yoyo.pl
Źródło: inf. własna
Wyświetleń: 1460










Blipnij








