Wicemistrzowie na żużlu, mistrzowie dokopywania

Felieton
Sport24.pl
Kilka dni temu Polacy wywalczyli w Vojens Drużynowe Wicemistrzostwo Świata, a ja mam mieszane uczucia. W poprzednim felietonie wspomniałem, że finał będzie loterią, i że nasze szanse na srebro są niemal równe szansom na zajęcie czwartego miejsca. W głębi duszy nie sądziłem jednak, że “Shrek” Cieślak z biało-czerwonej żużlowej kupy ukręci bat nadający ton rywalizacji przez większą część zawodów. Skąd w takim razie te mieszane uczucia? Z otoczki, mili państwo, z otoczki.
Sama impreza była w dechę. Jeden z toruńskich pubów, wygodna kanapa, dookoła mnóstwo telewizorów, a obok najwspanialsze w świecie towarzystwo. Przy pozostałych stolikach również kibice. Kultura w normie - nikt nie został pobity za wspieranie nie tych biało-czerwonych, co trzeba. Ci właściwi jeździli natomiast jak natchnieni i zwycięstwo dali sobie wydrzeć dopiero w końcówce. Miało być nudno i Duńczycy mieli bez problemu sięgnąć po złoto, deklasując rywali. Stało się jednak tak, że drugi rok z rzędu oglądaliśmy mrożący krew w żyłach finał, który trzymał nas w niepewności niemal do dwudziestego piątego wyścigu. Ostatecznie wprawdzie wygrały “Duny”, ale aż strach pomyśleć, co by było, gdyby Jarek Hampel w swoim ostatnim starcie nie upadł, gdyby Szwedzi obudzili się troszkę wcześniej, i gdyby u Australijczyków kontuzji nie złapał Jason Crump. Na szczęście wszystko przed nami. Za rok w Lesznie możemy być świadkami finału marzeń.
Zasmucili mnie niestety po raz kolejny internetowi sympatycy “szlaki”. Oczywiście nie wszyscy, ale spora grupa tzw. poszukiwaczy dziury w całym. Wywalczyliśmy srebrny medal DPŚ (i to na obcym torze), a znakomita większość internautów w sobotni wieczór i niedzielny poranek zajmowała się “wjeżdżaniem” na poszczególnych “rajderów” kadry, podczas gdy ci zasłużyli tak naprawdę na wielkie gratulacje. Nawet Walasek i Holta, którzy nie błyszczeli w sobotę. Przecież nie wolno zapominać o ich zasługach w barażu! Mniejsza jednak o to, czy ktoś zawiódł, czy nie. Wiecie, co? Szkoda mi “Ryśka Holcińskiego”. Facet naraża życie, startując w naszych barwach (nieważne, że ma z tego niezłą kasę), ale jest on doceniany jedynie wtedy, kiedy jeździ dobrze. W zeszłym roku rodzimi “znawcy” byli gotowi mu pomnik postawić za szczególne zasługi dla polskiego sportu żużlowego, a od soboty słyszę o nim jedynie tyle, że nie jest żadnym Polakiem, tylko Norwegiem w przebraniu. Kibice sukcesu, niech was piorun strzeli.
Dokopywanie zawodnikom, którym pięć minut wcześniej się kibicowało boli straszliwie, jednak to mały pikuś w porównaniu do oporności biało-czerwonych fanów żużla w kwestii pogodzenia się z porażką i z tym, że nikt nas nie wydymał, a wydymaliśmy się sami. Lektura komentarzy odnośnie finału DPŚ zajęła mi może z pół godzinki, ale po tym czasie miałem już wyrobioną opinię na temat powodów niepowodzenia ekipy treneiro Cieślaka. To wina Ole Olsena oraz Bjarne Pedersena! Pierwszy spreparował wszystko: od toru, przez kaski, aż po oświetlenie. Drugi ośmielił się natomiast pokazać “fucka” Tomciowi “Gallopowi”, który absolutnie czysto minął go na “kresce” jednego z wyścigów. Litości, bo eksploduję. I ostrzegam, jestem z rocznika Czarnobyla, więc to może być wybuch iście atomowy.
Około rok temu odbyłem z pewną osobą dość ciekawą rozmowę. Dowiedziałem się z niej między innymi, że mentalność polskich kibiców się nie zmieni, dopóki w naszym kraju nie poprawią się warunki życia. Coś w tym jest. Kibole chodzą na stadiony i surfują po forach internetowych po to, żeby poczuć się kimś lepszym, żeby komuś dokopać. Uskuteczniając bezmyślne zachowanie podbudowują oni swoje ego, leczą się z kompleksów. Ktoś mi powie, że w Anglii i Szwecji środowisko żużlowe jest takie miłe i spokojne, bo jest niewielkie. Bzdura - w Polsce nawet na meczach piłkarskiej ligi okręgowej występuje chamstwo. Na Wyspach i w Kraju Trzech Koron sympatycy “szlaki” mają po prostu inne podejście do tego wszystkiego - na co dzień wiodą spokojne i bezstresowe życia, więc i niepowodzenia swoich drużyn przyjmują spokojnie i bezstresowo. Nie zmienia to jednak faktu, że znakomita większość polskich kibiców powinna się nad sobą zastanowić, czy przelewanie osobistych frustracji na żużlowców jest fair. Warto czasami dostrzec również to, że od czasu do czasu znajdzie się drużyna lepsza od tej, której się kibicuje i nie zawsze musi być to efektem spisku, czy oszustwa. Te zostawmy politykom i ferajnie od piłki nożnej. Nie mieszajmy w to żużla. A kompleksy najlepiej leczyć u psychologa.
Chciałem podsumować występy poszczególnych teamów w DPŚ, ale niestety znowu bieg wydarzeń “po” wpłynął na zmianę moich planów. I nie pytajcie, gdzie te przepełnione optymizmem i humorem teksty. Ja nadal tryskam żarcikami i innymi takimi, jednak ostatnimi czasy zwyczajnie nie mam możliwości, żeby popuścić wodze fantazji w tych dziedzinach. Chyba przestanę czytać fora dyskusyjne i komentarze na portalach. A jeśli komuś z was zależy na poprawie sytuacji w obrębie żużlowego chamstwa, to zapraszam na www.niegwizdz.yoyo.pl. Taka mała akcja przeciw temu całemu bagnu.
Ziemowit Ochapski
www.asy.yoyo.pl
Źródło: inf. własna
Wyświetleń: 1797










Blipnij








